-Hej.-powiedziała dziewczyna, wychylając się nieśmiało przez okno, rękami mocno trzymając się jego futryny. Chłopak tylko przecząco ruszył głową, wpatrzony w ziemię daleko, daleko pod nim.
-I tak to zrobię. Żadna głupia służba nie musi wysyłać swoich głupich psychologów. Nie martw się, gdy będę na dole, wystarczy mop i będzie po wszystkim- przełknął ślinę, nie mogąc odwrócić wzroku od ulicy. Ludzie zdawali się nie być świadomi, że tuż nad ich głowami- konkretnie siedem pięter nad nimi- człowiek chciał pogodzić się z odwieczną towarzyszką rodzaju ludzkiego- śmiercią. Może to przez wieczór, kryjący w swoich cieniach ludzi, zawiniętych w szaliki i płaszcze, może to ludzie byli zbyt zajęci swoim istnieniem, by przejąć się czyimś. Ważne, że obok ściany tuż przy szczycie budynku, wsparty jedynie na rynience stał chłopiec, a tuż pod nim z okna wychylała się dziewczyna.
-Nie martw się. Nie jestem psychologiem. Może jak opowiesz mi, dlaczego chcesz to zrobić, skoczę razem z Tobą- powiedziała. Zdziwił się, wziął głęboki oddech i zamknął oczy. Dziwna propozycja... Ale ja chcę. Chcę. Nie, nie chcę. Chcę. Muszę. Delikatny krok w prawo... Już blisko. Przełknął ślinę. Jeszcze jeden... Nie mogę. Odetchnął z ulgą, której właściwie nie spodziewał się ujrzeć w tej chwili i niezgrabnie przesunął się w kierunku okna. Dziewczyna zrobiła mu miejsce i już po chwili stali w nim obok siebie, w wieczornym, późnopaździernikowym mrozie.
-Więc?-zapytała, czując, że drżą jej ręce. Nie śmiała jednak iść teraz po sweter. Czasem warto zmarznąć...
-Nie liczę się. Nie mam sił. To takie zwykłe, gdy się o tym mówi... Ale takie straszne doświadczenie.
Przytaknęła tylko i wlepiła wzrok gdzieś w przestrzeń. Oczywiście, że straszne... Najgorszy jest ten brak akceptacji, gdy już nie masz nadziei na odwrócenie sytuacji.
"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono"*, prawda? Ale mogę przypuścić, że każdy by się załamał.
Minęło minuta, godzina, sekunda, kwadrans....Chłopak westchnął i zaczął się kręcić, pewnie trochę dziwnie czując się wśród długiej ciszy, która nastała. Może też trochę zawstydzony swoją próbą?
-Chodź, wypijesz ze mną herbatę. Porozmawiamy o czymś innym- powiedziała dziewczyna, uśmiechając się do chłopca.-Mam na imię Anna.
-Tomek-odpowiedział równie miłym uśmiechem Tomasz, po czym poszedł za Anną do małej kuchenki. Mógł wrócić do domu, ale po co? A w głębi serca zaczął dziękować troszkę losowi, że wybrał sobie ten, a nie inny blok...
I tak to, co miało być początkiem końca- jeden krok, dający upust życiu, zakończony lotem aż po betonowo-asfaltowe bramy Nieba, stało się końcem początku- początku czegoś nieznanego, lecz pewniejszego niż świat za tym murem...
*"Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej" Wisława Szymborska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz