Ze wspomnień wyłowił mnie nagły trzask drzwi wejściowych. Czyżby dzieci tak szybko wróciły?
-Cześć Dorotko-zza ściany wyjrzał mój mąż. Uśmiechał się do mnie miło, tak najpiękniej na świecie- jak to w dobrym małżeństwie, z kłótniami od czasu do czasu, lecz częściej ze zgodą. Podszedł do mnie i cmoknął mnie w czoło, po czym wszedł kuchni i nastawił wodę na herbatę. Wyjął dwa kubki- jak zawsze-włożył po torebce herbaty owocowej do kubka. Podeszłam do niego i objęłam, kładąc głowę na piersi.
-Dzięki, że mnie wtedy nie posłuchałeś, Mikołaju.
-Kiedy?-zdziwił się, a ja tylko się zaśmiałam.
-Nieważne. W każdym razie jest całkiem miło, co?
-Tak. W pracy mamy teraz jakby luźniej, choć nadal pracujemy na pełnych obrotach. Zawsze lepsze to niż w ogóle bycie bezrobotnym, tego bym nie zniósł-stwierdził. Przytaknęłam i przytuliłam się jeszcze mocniej, jeśli to w ogóle było możliwe. Staliśmy tak chwilę w ciszy szumu czajnika, aż nie obwieścił wesołym gwizdem, że woda już zawrzała. Wtedy wysupłaliśmy się z siebie nawzajem i zajęliśmy swoje miejsca: ja opierając się o blat kuchenny, on nalewając herbatę.
Byłam szczęśliwą kobietą. Miałam męża, tego mężczyznę, o którym pierwszy raz śniłam; miałam dzieci, najpiękniejsze na świecie (jak do dla każdej matki jej własne) i kochane. Szkoda tylko, ze nie zdążyły poznać babci.
Ale było dobrze i przyszłość też będzie taka, bo z moimi kochanymi osobami. Wszyscy odchodzą, one też odejdą, jednak taki jest porządek- dlaczego miałabym się smucić?
A teraz stałam, opierając się o kuchenny blat i patrząc jak z namaszczeniem Mikołaj zalewał herbatę w naszych kubkach z Grecji- wielkiej, pięknej podróży poślubnej. Cieszyłam się tą chwilą i to samo miałam zamiar robić z każdą następną. Czemu miałabym sobie tego odmawiać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz