Znowu to samo. Pik, pik, pikały kasy, szur, szur, szurały wózki, a ja wzięłam do ręki paczkę makaronu świderki i zastanawiałam się, czy lepszy był taki, czy ten w kształcie muszelek. Niby do zupy lepszy pierwszy, jednak drugi taki ładny... Nagle ktoś mocno szturchnął mnie w bok, straciłam równowagę i ledwo złapałam się kantu półki, chroniąc się przed upadkiem. Niestety część lżejszych rzeczy z wierzchu mojego koszyka nie miało tyle szczęścia co ja- na podłodze równo rozpłaszczyła się gazeta, na niej zaś słodko wylegiwał się ser w plasterkach. Widocznie siateczka nie przetrwała starcia.
-Przepraszam! Nie chciałem, naprawdę!-usłyszałam znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego przystankowego "towarzysza" sprzed niemal 3 tygodni. Z jednej strony się ucieszyłam- wiele razy w ciągu tego czasu wypominałam sobie, że mogłam być milsza czy porozmawiać. Kto wie, czy nie zostałby kiedyś moim przyjacielem? Tych mi brakowało. Z drugiej strony ser w plasterkach na ulubionym czasopiśmie mówił sam za siebie.
-Uważaj lepiej-powiedziałam dosyć chłodno, zbierając moje zakupy i zastanawiając się, czy co nieco nada się jeszcze do zjedzenia. Gazeta lakierowana, łatwo przetrzeć, gorzej zrobić to z serem...
-Przepraszam, naprawdę nie chciałem. Zagapiłem się. Zapłacę za ten ser, za ten i jeszcze kupię nowy, gazetę też!-mówił szybko, wyraźnie zmieszany.
-Okej-westchnęłam głęboko. Takich propozycji się nie odrzuca. Miło też z jego strony, że to zaproponował. Jakiś gbur rzuciłby ciche "przepraszam" (albo i nie) i wziąłby nogi za pas. Strzepnęłam niewidzialny pyłek z ud i skierowałam się ku dziale z nabiałem. Wzięłam ten sam ser z chłodziarki i włożyłam do koszyka. Nim zdążyłam to zrobić, nieznajomy przyszedł z gazetą, tylko czystą, nową. Uśmiechnęłam się do niego. Zmrużył oczy, jakby chcąc sobie coś przypomnieć.
-Widzieliśmy się już chyba, prawda?
-Tak. Na przystanku, jeszcze w maju-odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-Wiedziałem, że skądś znam ten uśmiech-ucieszył się chłopak.-Mikołaj jestem-przedstawił się i wyciągnął ku mnie dłoń. Spojrzałam na nią niepewnie.
-Dorota-uścisnęłam ją i szybko opuściłam rękę. Mikołaj zaczął się śmiać.-Słucham?-ściągnęłam brwi, starając się wyglądać groźnie. Przy mojej okrągło-kwadratowej twarzy nie było to łatwe.
-To tak samo jak moja siostra. Jest niska, grubiutka i chodzi do drugiej gimnazjum. Nie martw się, nie jesteś do niej podobna-wyjaśnił, miło się uśmiechając. Chcąc czy nie chcąc momentalnie go polubiłam. Możliwe, że przez ten komplement; bo był to komplement, prawda? -Teraz brzmi to o wiele lepiej-przytaknęłam.-Wracasz dziś tą sama linią, co wtedy?
Pokiwałam twierdząco głową. Poszliśmy w kierunku kas, a następnie przystanka, niemal nie zamykając przy tym ust w radosnej rozmowie. Słońce wreszcie ośmieliło się nam pokazać i grzało, dzięki czemu krótka spódniczka oraz bluzeczka na ramiączkach spokojnie wystarczała. Założyłam okulary przeciwsłoneczne.
-Miło, prawda? Idealnie na plażę.
-Racja-powiedziałam i popatrzyłam w przejrzyste niebo.
-A... masz jakieś plany? Na przykład na dziś po południu. Na teraz?-zapytał niepewnie. Szybko zamrugałam i uśmiechnęłam się delikatnie. Dobrze mi robi patrzenie na zakłopotanych ludzi, bo przypomina mi, że nie tylko ja taka jestem. To chyba dziwne, haha.
-Myślę, że nie mam. Nie wiem tylko, jak możemy tam dojechać.
-Ale ja chyba wiem.
-Chyba.
-To i tak lepiej, niż nic-stwierdził, a ja przyznałam mu rację i zdałam się na niego. Najwyżej znajdą nas za tydzień nieżywych w rowie. Chyba nie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz