niedziela, 24 sierpnia 2014

IV

Delikatne fale ciemnoniebieskiego Bałtyku wsuwały się na plażę, bijąc o wystający trochę nad poziom plaży zamek. Forteca składała się z wysokiego wału, równie głębokiej fosy i wielkich murów mocnej budowli, jednocześnie tak kruchej przez wykorzystany materiał. Lekkie, białe chmurki okrywały zaledwie kilka małych skrawków bezmiaru nieba, które powalało błękitem. Znad morza powiewał słaby, dosyć ciepły wietrzyk, zaś na plaży bawiło się niemało osób, ale nie było tłumu.Taki dzień jak ten marzył się każdemu plażowiczowi.
Wbiegłam ze śmiechem w wodę, unosząc ręce wysoko ku słońcu. Obmyła mnie aż za kolana i chłodziła przyjemnie nogi. Zrobiłam kilka kroków w miejscu, po czym wróciłam na brzeg.
-Ciepła?-zapytał Mikołaj, wyraźnie się ze mnie podśmiewując.
-Ciepła-potwierdziłam niewzruszona. Lubię wodę, lubię tak wbiegać. Dzięki temu robię się od razu szczęśliwsza. To prawda, że to dziecinna reakcja, ale zwyczajnie to lubię i kropka. Mimo swoich rozmyśleń poczułam, że się rumienię, zawstydzam. Skrzyżowałam ręce na piersiach.
-Chodźmy coś zjeść-powiedziałam i nie czekając na odpowiedź poszłam w kierunku małej nadmorskiej knajpki. Stanęłam w krótkiej kolejce i spojrzałam na proste, typowe menu. Hot dog, hamburger, sola z frytkami...
-Co podać?-spytał się mnie zmęczony kobiecy głos zza lady.
-Dwa razy solę poproszę-odpowiedziałam szybko. Kobieta przytaknęła, westchnęła i poszła  zrealizować zamówienie. Już po chwili miałam w rękach dwa parujące talerze pełne ryby tonącej w panierce tudzież frytek pływających radośnie w tłuszczu. Mniam. Skierowałam się w kierunku kilku chybotliwych stolików należących do baru, gdzie, jak szybko zauważyłam, siedział mój towarzysz. Postawiłam mu przed nosem talerz, sama też zabrałam się do jedzenia. Po głowie cały czas chodziła mi jedna myśl, nie dając spokojnie przegryźć posiłku.
-To chyba nie jest normalne, prawda? Nie znam cię, a Ty nie znasz mnie, jednak jesteśmy tu razem. To mało prawdziwe-wyrzuciłam w końcu. Chłopak spojrzał się na mnie i wsparł głowę o rękę, wtapiając wzrok w widelec. Chwilę się mu przyglądał, po czym przerwał ciszę.
-Prawda. Ciekawe. Ale chyba nie mam nic przeciwko. Może poczuliśmy, że będziemy dobrze się rozumieć?-podchwycił temat. Spojrzałam na solę, rozdziabaną już mocno moim widelcem. Gdzieś nad nami zaskrzeczała mewa. Podświadomie skierowałam ku niej wzrok. Była piękna, biała, lekka jak to ptaki. Miło byłoby latać jak ptak, gdzie tylko by małe, ptasie oczka poniosły Przypomniałam sobie, że muszę coś odpowiedzieć.
-Nie wiem. W każdym razie tak się raczej nie dzieje-stwierdziłam.
-Przeszkadza ci to? Zawsze możemy już nigdy się nie spotkać-powiedział z uśmiechem, choć zauważyłam pod tą wesołością, że chyba wolałby usłyszeć teraz "nie, jest dobrze". Więc powiedziałam "nie, jest dobrze", a on się uśmiechnął. Właśnie tak było dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz