Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do mojej oazy spokoju. To było tylko moje. Tu mogłam odpoczywać, chodzić cały dzień w piżamie, przypalać jedzenie i spokojnie spać. Małe, ale własne-to się dla mnie liczyło. Weszłam do kuchni i rozpakowałam zakupy. Zegar na lodówce wskazywał 21:36.
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Gdzie ja go schowałam? Powinien leżeć na blacie. Hm, nie ma. Może na szafce w przedpokoju. Brak. A tak, nadal tkwi w torebce. Pobiegłam do sypialni i wygrzebałam go z mojej czarnej dziury. Na ekranie wyświetlał się numer komórkowy moich rodziców. Dziwne, zwykle dzwonią w okolicach wczesnego wieczoru...
-Halo?
-Usiądź córeczko-usłyszałam głos swojego ojca. Słychać było, że jest zdenerwowany, choć starał się przybrać łagodny ton głosu. Posłusznie usiadłam.
-Słucham?- nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Głos mi się łamał. Spróbowałam wsłuchać się w odgłosy z otoczenia taty. Jakieś rozmowy? Zgrzyty kółek? Boże, nie wiem.-Słucham, co się stało?
-Okazało się, że był nawrót-powiedział. Nawrót? Czego? Nagle mnie olśniło.
-Koniec remisji. A już tak długo było dobrze...-powiedziałam cicho, a w oczach zebrały mi się łzy.
-Tak... Lekarze też są zdziwieni. Minęło już niemal 10 lat, a tu nagle...-usłyszałam przeciągłe westchnięcie- W płucach znów zebrał się płyn, ale już go odciągnęli. Teraz jest na badaniu, okaże się, co dalej...
-Moment, który to szpital?
-Teraz już onkologia. Wiesz, która, prawda?
-Wiem. Zaraz złapię taksówkę. Czekaj na mnie tato
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i zerwałam się do wyjścia, biorąc w biegu torbę. Powinnam mieć tam wystarczająco dużo, by zapłacić za dojazd.
Było tak pięknie... Było...
Nagle rozdzwonił się mój telefon. Gdzie ja go schowałam? Powinien leżeć na blacie. Hm, nie ma. Może na szafce w przedpokoju. Brak. A tak, nadal tkwi w torebce. Pobiegłam do sypialni i wygrzebałam go z mojej czarnej dziury. Na ekranie wyświetlał się numer komórkowy moich rodziców. Dziwne, zwykle dzwonią w okolicach wczesnego wieczoru...
-Halo?
-Usiądź córeczko-usłyszałam głos swojego ojca. Słychać było, że jest zdenerwowany, choć starał się przybrać łagodny ton głosu. Posłusznie usiadłam.
-Słucham?- nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Głos mi się łamał. Spróbowałam wsłuchać się w odgłosy z otoczenia taty. Jakieś rozmowy? Zgrzyty kółek? Boże, nie wiem.-Słucham, co się stało?
-Okazało się, że był nawrót-powiedział. Nawrót? Czego? Nagle mnie olśniło.
-Koniec remisji. A już tak długo było dobrze...-powiedziałam cicho, a w oczach zebrały mi się łzy.
-Tak... Lekarze też są zdziwieni. Minęło już niemal 10 lat, a tu nagle...-usłyszałam przeciągłe westchnięcie- W płucach znów zebrał się płyn, ale już go odciągnęli. Teraz jest na badaniu, okaże się, co dalej...
-Moment, który to szpital?
-Teraz już onkologia. Wiesz, która, prawda?
-Wiem. Zaraz złapię taksówkę. Czekaj na mnie tato
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i zerwałam się do wyjścia, biorąc w biegu torbę. Powinnam mieć tam wystarczająco dużo, by zapłacić za dojazd.
Było tak pięknie... Było...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz